Sarkastyczny,
czyli strona z lekką dozą ironii.

Poznajmy się bliżej - LIEBSTER AWARD 2016

Hejka wszystkim, dzisiaj przychodzę do was z osobistym wpisem o mnie, a dokładniej z 10 faktami na mój temat. Zostałem nominowany, a właściwie otrzymałem pałeczkę od Magdy (co prawda nie Gessler, ale myślę, że też byłaby wstanie rzucać talerzami po kuchni) z bloga emplace. Bez zbędnym wstępów jedziemy z tym koksem.

- wódeczki? - nie, nie palę.

Będąc nastolatkiem wymyśliłem sobie bardzo ambitny cel - zostanę abstynentem. Niemal przez całe moje nastoletnie życie broniłem się rękami i nogami przed alkoholem i wszystkim tym, co jest z nim związane. Nawet wychodziło mi to całkiem dobrze. W czasach gimnazjum, kiedy ponad połowa ludzi z mojego otoczenia biegała po domówkach, chlała po kontach i przemycała alkohol w każde możliwe miejsce, ja byłem aniołkiem, który jeszcze nie zasmakował grzechu. Widziałem jak ludzie zachowują się po alkoholu i bałem się co stanie się ze mną, jak się napiję - czy zacznę biegać po mieście i udawać małpę, czy pójdę na solówkę ze śmietnikiem. Będąc w wieku 18 lat nadal nigdy nie miałem w ustach wódki czy piwa. Wszystko się zmieniło, gdy pewnego razu poszedłem na wesele i miałem miejsce wśród rodzinnego wujostwa. Gdy 10 raz usłyszałem "No z nami się nie napijesz?", pękłem. Wszystkie moje planu o byciu abstynentem poszły, że tak powiem, w pizdu. Z drugiej strony też mogę być z siebie dumny, bo większość imprezy pamiętam po dziś dzień, a wypiłem wtedy sporo (podobno). Od tamtego pamiętnego dnia alkoholu się nie boję i szanuję na maksa wszystkich tych, którzy nie piją z wyboru (serio szacun), ja chyba nie należę do mocnych ludzi :P
Moim kolejnym celem było też to, aby nie palić. Na tym polu, powiem nieskromnie, odniosłem sukces. Nie paliłem, nie palę i nie planuję zacząć palić. Zapach papierosów wręcz mnie odrzuca. Jeśli idzie przede mną ktoś, kto jara szluga, a cały dym leci na mnie, mam ochotę podejść i za pomocą gaśnicy zgasić mu tego papierosa. Nie mam nic do palaczy, ale na prawdę mogliby uszanować, że ktoś nie pali i nie lubi dymu papierosowego. Już wolę sam zacząć palić, niż wąchać, jak pali ktoś inny. To tak jakby patrzeć się jak ktoś je ciastko (swoją drogą mam ochotę na szalotkę, ktoś? coś?).

Arnold Schwarzenegger? To ten z Titanica?

Jakby ktoś kazał my wymienić 5 aktorów i podać po jednym filmie, w jakim zagrali, to nie powiedziałbym nic, albo wybrałbym telefon do przyjaciela. Nie znam praktycznie żadnych aktorów/aktorek/reżyserów. Zawsze jak oglądam jakiś film, to nigdy nie zwracam uwagi no to, kto w nim gra, ani nawet jak (no chyba że serio jakieś totalne drewno). W filmach dla mnie jest najważniejsza historia, muzyka, scenografia i efekty specjalne. Jeśli te elementy mi nie podpasują, to nawet jeśli aktorzy robiliby szpagaty, połykali ogień i żonglowali shurikenami, to nie przykuliby mojej uwagi. Nie mam ulubionego aktora ani aktorki. Nie no, aktorkę może mam, Scarlett Johansson lubię, bo tylko ją z aktorek kojarzę i oglądałem aż dwa filmy, w których grała (a przynajmniej tyle pamiętam). Teraz pewnie znienawidziło mnie wielu koneserów filmowych: JAK MOŻNA NIE WIEDZIEĆ W JAKICH FILMACH GRAŁ DICAPRIO?! w Titanicu, chyba. Poza tym, że nie kojarzę owych osobistości ze świata filmowego, to jeszcze wielu kultowych filmów nie oglądałem. Na przykład: nigdy nie obejrzałem w całości żadnej części Gwiezdnych Wojen, jedynie widziałem jakieś urywki w tv, obejrzałem tylko pierwszą część Władcy Pierścieni, a Harrego Pottera może 3 części i to też nie wiem czy w całości. Poza tym istnieje cała masa filmów, które już widzieli wszyscy i to po milion razy, a ja ledwo kojarzę tytuły. Pod względem kinematografii jestem zacofany totalnie, ale dobrze mi z tym. Jedynie przeszkadza mi jak ktoś opowie jakiś super śmieszny żart z jakiegoś filmu i wszyscy zwijają się ze śmiechu, a ja nawet nie wiem kto to ten Ciupaka, czy jak mu tam.

-poproszę pączki -ile? -10

Tutaj będę taki sam jak inni - uwielbiam wszystko co słodkie. Pączki mógłbym jeść na śniadanie, obiad i kolację. A na deser gofra z owocami i sosem porzeczkowym. Tylko jest jeden mały szczegół - nie lubię lukru. Jem tylko te z cukrem puderm. Ale jak można lubić pączki, a nie lubić lukru?! Ano można, nie lubię, bo potem kleję cały ja i wszystko dookoła mnie. Zawsze jak coś jem, upaćkam jedzeniem wszystko - jak dziecko. Dlatego duże burgery zamawiam i jem jedynie w towarzystwie zaufanych osób, które nie uciekną na widok latającej wokół mnie sałaty i pomidora. Nie mam też ulubionego dania. Bardzo dużo rzeczy lubię, ale nie mam tej jednej jedynej. Jakbym musiał wybrać swój ostatni posiłek, to miałbym bardzo duży problem. Pewnie wziąłbym pączka albo gofra, ewentualnie jakieś frytki, może pizzę, wiem, arbuza bym zjadł, kotlet z piersi kurczaka też jest dobry, lepiej - spaghetti "ze sosem". Mam nadzieję, że nie jestem w ciąży. Jeśli już to w spożywczej. Aha - jeśli nie lubisz pączków/gofrów, to wiedz, że jesteś dziwny.

Jak robi rybka? nie umiem.

Nie umiem wielu rzeczy, nie umiem pływać, śpiewać (na trzeźwo), tańczyć (na trzeźwo), odmawiać wujkom, ładnie jeść, rzucać młotem, pchać kulą, robić karate, ćwiczyć salta, jeździć na jednym kole, jeździć na rolkach, grać na instrumentach (czasami mi na nerwach wychodzi, ale tez nie zawsze), wymyślać śmieszne żarty. Będąc dzieckiem wolałem biegać po osiedlu, albo siedzieć w domu, niż nauczyć się czegoś, co przyda mi się w przyszłości (co ja teraz zrobię bez umiejętności gry na skrzypcach?!). Dzieci w moim wieku chodziły na judo, pływalnie, karate, aikido, dżudżitsu i inne dziwne rzeczy, a ja miałem 200 wiosek w plemionach i setny poziom w Metinie (no dobra, nawet w Metina nie grałem ;__;). Jak tak teraz sobie pomyślę, to serio nie wiem co ja przez całe dzieciństwo robiłem :P Wiem! Biegałem i zdzierałem kolana, zbierałem połamane płytki ceramiczne na podłogę w domku na drzewie, który w końcu nigdy nie powstał, zbierałem znaczki (xD), szpanowałem przed dziewczynami z osiedla swoim zdezelowanym rowerem i patrzyłem w chmury szukając sensu życia.

-Powiedz coś śmiesznego. -Kartofel XD

Mam bardzo specyficzne poczucie humoru. Baaaaaaaaaaaardzo specyficzne, najgłupsza i najbardziej trywialna rzecz potrafi mnie rozśmieszyć. A rzeczy, które śmieszą wszystkich wokół są dla mnie głupie i nieśmieszne. W efekcie tego z moich żartów śmieje się tylko ja, a reszta zastanawia się o co mi chodziło i czy wszystko ze mną w porządku. To jest dobre i złe jednocześnie, bo z jednej strony chodzę wesoły i szczęśliwy z życia, a z drugiej czasami nie potrafię się odpowiednio się zachować. Ostatnio na uczelni zjeżdżałem windą i kopnął mnie zaszczyt, żeby jechać z uniwersyteckimi szychami. W końcu komuś zaczął dzwonić telefon, a jako dzwonek ten ktoś miał ustawioną jakąś arię akordeonową. Wszyscy grobowe miny, a ja czerwony jak burak, ledwo powstrzymywałem się, żeby nie prychnąć śmiechem. Ten dzwonek mnie tak rozśmieszył... Aż mi się przypomniały te super śmieszne żarty z pewnej gazety.

A co to się dzieje?

Zawsze wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy. Po prostu mam jakąś aura, dzięki której przyciągam do siebie nietypowe zdarzenia. Jeśli idziesz do sklepu i gdzieś obok zauważysz lądujące ufo, to pewnie jest znak, że ja gdzieś obok przechodzę. Kiedyś przez pół miasta biegła do mnie jakaś pani, kiedy w końcu zapytałem o co chodzi, ona spojrzała na mnie i stwierdziła, że jednak o nic i poszła (?). Od tamtej pory codziennie patrzę w lustro i zastanawiam się co jest nie tak z moją twarzą. Jakiś czas temu w drukarni, gdy już miałem płacić, wyślizgnął mi się z rąk portfel (nie pierwszy raz, taka ze mnie ofiara życia), więc instynktownie podskoczyłem, aby go złapać, żeby moje grube hajsy nie wysypały się na podłogę. W tym samym momencie pani z obsługi o coś się mnie zapytała i pomyślała, że mnie tym swoim pytaniem wystraszyła, a ja z przerażenia podskoczyłem i wysypałem pieniądze z portfela. Te bardziej drastyczne historie zachowam dla siebie, bo wiem, że niektórzy mają słabe nerwy.

Ta sofa w kolorze akwamaryny będzie pasowała do mojej amarantowej kanapy.

Podoba mi się niewiele rzeczy, mam bardzo wyszukany gust. Przez to mam zawsze ogromny problem kiedy przyjdzie mi coś kupić. Zawsze się zastanawiam, czy aby na pewno to coś jest fajne i mi się podoba, czy jest to mi potrzebne, czy gdzieś indziej dostanę coś lepszego w niższej cenie i tak dalej... Więc albo zastanawiam się pół godziny nad kupnem jednej rzeczy, albo kupię coś spontanicznie i potem nie mogę spać przez najbliższy tydzień, bo dana rzecz jednak mi się nie podoba i czuję, że zmarnowałem pieniądze. Najgorzej jest w sklepach spożywczych, bo nigdy nie wiem czy mam ochotę na pizzę, czy drożdżówkę :/ #życie_jest_ciężkie

Milczenie i ciche jedzenie jest złotem.

Nienawidzę jak ktoś przy mnie chrupie albo mlaska. Nic innego nie jest w stanie bardziej mnie zirytować niż to. Kiedy jadę autobusem, a za mną ktoś chrupie wafelkami/chipsami etc. i jeszcze się nie podzieli, to mam ochotę wyskoczyć przez wyjście awaryjne. Tak samo chodzenie do kina to dla mnie koszmar, dookoła mnie siedzą ludzie, który wpychają sobie do ust garście popcornu i jeszcze szepczą, aby nie przeszkadzać. Szeptanie to kolejna, zaraz po chrupaniu i mlaskaniu, rzecz, która wprowadza mnie w stan furii. Mam z tym ogromny problem, mam nadzieję, że można to jakoś leczyć, bo meliska już nie pomaga.

Spokojnie, ja ci to wytłumaczę.

Mam cierpliwość do ludzi, nawet do tych najbardziej upierdliwych. Pracowałem w callcenter i wytłumaczenie komuś nieobeznanemu w technologii co tej jest ruter, nie jest mi straszne. Zazwyczaj mam tak, że im bardziej ktoś się na mnie denerwuje, to tym bardziej mnie to zaczyna bawić, więc spirala się nakręca, ja zwijam się ze śmiechu, a mój rozmówca dostaje ataku złości. Jeśli ktoś chce wiedzieć co to jest ruter i nie jest furiatem, to zapraszam do mnie :) Sprawa wygląda zupełnie inaczej, jeśli mam na kogoś lub coś czekać. Wtedy to ja dostaję ataków furii. Nienawidzę czekać na cokolwiek i nienawidzę jak ktoś się spóźnia na spotkanie. Ja zawsze staram się przyjść na czas, a jak wiem, że się spóźnię, to odpowiednio wcześniej daję znać. Punktualność pod pewnym względem to też moja wada, bo nie chcąc się spóźnić przychodzę 30 min wcześniej i muszę czekać jak debil.

Szanujmy się, inaczej wszyscy umrzemy. 

Zawsze traktuję innych ludzi tak, jak ja sam chcę być przez nich traktowany. Dlatego też nigdy do nikogo nie zieję nienawiścią bez powodu. To również sprawia, że czasami mam dla niektórych za dobre serduszko i te osoby brutalnie to wykorzystują. Przez to biorę sobie na głowę pierdylion rzeczy, bo chce być miły i nie odmawiam. Ale spokojnie, już powoli uczę się mówić "nie", co prawda nie zawsze działa, więc nieraz trzeba sięgnąć bo grubszy kaliber - "nie, idź sobie".

To tyle o mnie, mam nadzieję, że bardziej przybliżyłem postać swojej osoby. Wiem, że może jestem dziwnym człowiekiem, ale cóż. Ja po prostu jestem wyjątkowy. Handluj z tym. Nominuję każdego, kto przeczytał ten wpis (widzę was) :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz