Sarkastyczny,
czyli strona z lekką dozą ironii.

Wielkie cygańskie wesele

W blasku świateł dyskotekowych pożyczonych od Waldka, w akompaniamencie muzyki disko-polo, odgrywanej na żywo przez miejscowego mistrza akordeonu i w oparach bimbru wujka Edka odbywa się wielkie weselicho. Ciotka Wiesia wywija na parkiecie z kuzynem Kajtkiem, dziadek Hieronim polewa wszystkim wódkę do szklanek, a stryjek Mietek turla się pod stołem, śpiewając piosenkę z Titanica. Jak to na każdym weselu bywa, wszyscy są szczęśliwi, uśmiechnięci od ucha do ucha i pijani w cztery dupy.

Stoły, po brzegi zastawione najróżniejszymi potrawami, tylko czekają aż zasiądzie do nich kilkaset osób przybyłych na wesele (oczywiście nie wszyscy byli zaproszeni, ale kto by na to zwracał uwagę - zawsze więcej prezentów i hajsu dla pary młodej). Nad pieczonym indykiem rozgrywają się sceny podobne do tych, jakie można zaobserwować na targach: plotki, śmiech, narzekania, zachwyt, a czasami oferty sprzedaży jakiś drobiazgów po taniości. I tak kuzynka Zosia obgaduje ze stryjenką Elwirą ciotkę Eleonorę, która założyła pofarbowane na różowo futro z fretek, czapkę ze śmigiełkiem i cały czas chodzi z kolorowym wiatraczkiem w ręku, śpiewając "Wszystko się może zdarzyć" Anity Lipnickiej. Jakby tego było mało, to jeszcze przyjechała na pozłacanym rowerze swojego męża. Stryjek Władek dogaduje szczegóły interesu z kuzynem Edkiem, chce mu sprzedać kierownicę do Mercedesa, rok produkcji 1998, nieklepana, lekko przetarta u dołu (wystarczy kupić pokrowiec i nic nie będzie widać).

Na samym skraju stołu siedzi zazwyczaj wujostwo, które lubi dobrze i przede wszystkim dużo wypić. Kiedy goście wznoszą pierwszy toast za parę młodą, to owi waćpanowie są już przy 6 kieliszku. Zawsze stoją pierwsi po bimber przy stoisku z herbatą i to oni zazwyczaj są głównymi piosenkarzami wieczoru, a nie jakiś tam wynajęty zespół. Swój repertuar prezentują w późnych godzinach i jak na światowej sławy artystów przystało, potrafią zaśpiewać każdą piosenkę. Poza tym wszyscy goście po takim weselu będą nieśmiertelni, bo wujkowie wypili za zdrowie każdej osoby po 5 razy.

Poza starszymi osobami przy stołach możemy też spotkać przegrywów, którzy z nikim nie tańczą. Zazwyczaj są to gimbusy, które boją się, że ciotka da im kosza i nie będzie chciała z nimi densić. Wyjdą na parkiet tylko wtedy, gdy ktoś ich zaciągnie, ale i tak zrobią to z dużą niechęcią. Największym koszmarem dla nich są oczepiny, gdy wszyscy kawalerowie z wesela walczą o muszkę pana młodego. Nie dość, że trzeba biegać w kółeczku, to jeszcze potem tańczyć z dziewczyną, która złapała welon panny młodej. Jak trafi się ładna, to jeszcze ujdzie, gorzej jak będzie jakaś 2/10.

Największe cuda dzieją się na parkiecie, kiedy w stanie mocnego upojenia jest przynajmniej połowa gości. Do powolniej muzyki niczym z jeziora łabędziego niektórzy tańczą salsę, a inni bregdensa. Okazuje się, że stryjek Wiesio, który cierpi na reumatyzm, bez problemu potrafi zrobić szpagat i potrójnego backfilpa do przodu. Ciotka Halina ze swoimi najlepszymi kumpelami tańczy makarenę, co jest odpowiedzią w bitwie tanecznej z drużyną ciotki Eli, która zaprezentowała taniec Hula. W końcu wszyscy łapią się za ręce i robią pociąg, który wykoleja się przy stoliku z ciastkami, bo tory były złe i nadwozie tez było złe.

Wesela są miejscem, gdzie dzieją się najróżniejsze cuda. Możesz zobaczyć i usłyszeć rzeczy, o których nigdy wcześniej nie miałeś pojęcia. Wiele rzeczy też można się nauczyć, na przykład, że nie odmawia się wujkowi Zenkowi, albo że nie powinno się mieszać wódki z bimbrem, winem, piwem, szampanem i fantą. Z imprezy wyjdziesz z pudełeczkiem, wypełnionym po brzegi pozostałościami ze stołów (najprawdopodobniej będą to ciastka, bo wszyscy chcą być fit i nikt ich nie je), więc będziesz miał co jeść przez najbliższy miesiąc. A jak nie odstaniesz pudełeczka z ciasteczkami, to zgłoś reklamację i zażądaj zwrotu straconego czasu i pieniędzy wydanych na prezent dla pary młodej.

0 komentarze:

Prześlij komentarz